Zmiany wprowadzone w życie

Minęło kilka dni od ostatniego wpisu, a ja ciągle w nastroju do zmian. Póki co zmieniłam buty do biegania. Stare niekoniecznie mnie motywowały – tak wiem każda wymówka dobra. Ale na poważnie kupiłam nowe obuwie i stopniowo zwiększam dystans biegu. Staram się nie wyznaczać zbyt dużych celów od razu, żeby się nie zniechęcić. Pogoda na zewnątrz trochę mnie denerwuje. Albo ciągle nieznośne upały, albo chmury i deszcz. Sama nie wiem w co rano się ubierać. Przykładowo dzisiaj o 8 musiałam założyć ciepłe ubrania, ale już widzę za oknem, że się przejaśnia. Nie zdziwię się jeżeli wracając popołudniu będę się gotować w mpk. Ach te wahania, zupełnie jak u kobiety. W końcu to matka natura 🙂

W związku z kolejnymi chęciami zmian postanowiłam wykupić ubezpieczenie na życie. Tak wiem, dziwne, że do tej pory tego nie zrobiłam, a w swojej pracy każdego dnia przekonuję do niego obce osoby. Chyba w końcu dałam się namówić samej sobie. Do tej pory jednak nie zależało mi, aż tak bardzo. Obecnie coraz częściej doceniam życie i wiem, że nic nie ma za darmo. Składka nie jest wysoka bo zapłacę około 50zł na miesiąc, co w moim przypadku nie wzburza kompletnie domowego budżetu. Może przestraszyły mnie ostatnie burze i stwierdziłam, co z tego że kupię sobie nową bluzkę jak w każdej chwili może mnie zabraknąć i wtedy na nic nikomu jeden mój ciuch. A tak przynajmniej wesprę moją rodzinę. No ale to tylko teoria. W rzeczywistości nic się nie wydarzy i będę żyła długo i szczęśliwie, ale z poczuciem bezpieczeństwa.

Advertisements

Ostatnie letnie przemyślenia i czas na zmiany

Lato już prawie się kończy. Dla młodszych już niebawem czas powrotu do szkoły i siedzenie na lekcjach, a dla starszych? Odpoczynek po urlopie i powrót do rzeczywistości. Upały nadal trwają, a my ciągle boimy się czy nie nadejdzie kolejna ogromna burza, ponownie wyrządzająca wielkie straty. Miejmy nadzieję, że to już za nami. Nadchodząca jesień będzie czasem, gdy spokojnie przejrzymy nasz budżet i zaczniemy planować kolejne wydatki. To czas odpoczynku i wyciszenia.

Osobiście uwielbiam jesień i już rozkoszuję się powoli nadchodzącą aurą. Spacery po parku, spadające liście i zabawa kasztanami (no może to dla dzieci). Wieczory stają się coraz chłodniejsze i nie spędzamy już tyle czasu na zewnątrz. Właśnie teraz wracam do moich ulubionych książek i wynajduje nowe pozycje, które umilą mi najbliższy czas. Postanowiłam nieco zmienić swoje upodobania i posłuchałam propozycji znajomych. Niebawem zacznę czytać każdy rodzaj literatury i może akurat, któryś przypadnie mi do gustu. Kto wie?

Możliwe, że zacznę również nieco biegać, chodzić na siłownie… Tak wiem, to czcze plany, ale kiedyś w końcu zacznę dbać o siebie. Zmiana aury zdecydowanie nastraja do zmian i widząc jak powoli otoczenie się zmienia, sami nabieramy ochoty na coś nowego. Dla niektórych mogą to być zakupy i nowe ubrania, dla innych zmiana pracy, a jeszcze inni zmienią tryb życia. Warto też poważnie zastanowić się co dalej ze swoim życiem. Czy na pewno idzie w tym kierunku, w którym miało iść od początku? Może trzeba pomyśleć o innych możliwościach i przykładowo zmieniać bieg wydarzeń? Tymczasem wracam do pracy i cieszę się jednymi z ostatnich ciepłych promieni.

Kryminały

Jak wiecie jestem OWCĄ (Osobą Fizyczną Wykonującą Czynności Agencyjne), ale również jestem wielką fanką kryminałów.Ooo tak, zdecydowanie! Lubię się bać – ale tylko przed ekranem mojego telewizora. W życiu jestem strachliwa i szczerze nie lubię przykrych niespodzianek. Wracając do kryminałów. Nie zdawałam sobie jak częstym motywem zbrodni jest ubezpieczenie na życie ofiary! Suma ubezpieczeniowa dla morderców jest naprawdę atrakcyjnym kąskiem, szkoda tylko, że tego typu mordercy okazują się być najbliższymi osobami dla ofiary.

Uwielbiam CSI – nieważne czy Miami, LAs Vegas, czy Nowego Jorku. Wszystkie są świetne. Zdaję sobie sprawę, że to bajeczki, ale bardzo przyjemnie mi się je ogląda. Jednak najlepszym serialem detektywistycznym jest Detektyw Monk – GENIUSZ! Może tak bardzo lubię ten serial, ponieważ sama mam niezłą schizę na punkcie czystości, bakterii, brudu, zarazków. Mam takie okropne nawyki, z którymi nie potrafię, a raczej nawet nie próbuję walczyć, na przykład przed wyjściem do sklepu spożywczego ZAWSZE, ale to zawsze wyposażam się w wilgotne chusteczki nasączone substancją antybakteryjną, aby wytrzeć uchwyt sklepowego wózka lub koszyka. Ludzie przeważnie patrzą się na mnie jak na wariatkę, jednak sprzedawcy już się przyzwyczaili do moich dziwactw i ignorują moje szorowanie koszyka. Pewnie gdzieś tam w głębi ducha się cieszą, że im czyszczę koszyki – mniej roboty dla nich. Kolejnym moim problemem jest podawanie ludziom ręki na przywitanie, albo dawanie im buziaków w policzek. Absolutnie nie widzę potrzeby ściskania się, całowania. Przeraża mnie spotkanie pierwszego stopnia mojego policzka (na którym nie brakuje podkładu i pudru) z drugim policzkiem, z którego spływa ilość tapety porównywalna do tej, którą oklejone jest całe mieszkanie moich rodziców.

Dość o moich fobiach. Nie powinnam o nich tyle myśleć i jeszcze bardziej się nakręcać. Zatem moi drodzy, jakie seriale i filmy o tematyce kryminalnej Wy byście mi polecili?

MultiSport cieszy dopóki go nie ma

Program MultiSport, to program sportowo-rekreacyjny, który ma na celu motywować pracowników. Umożliwia nielimitowany dostęp do najlepszych i najpopularniejszych obiektów sportowych na terenie całego kraju. Jednak karta MultiSport nie jest dla każdego – nie można jej dostać jako osoba indywidualna, ponieważ program ten jest kierowany do pracowników.

MiltiSport jest obiektem pożądania wszystkich, którzy go jeszcze nie posiadają. Taka prawda. „Czy mogłabyś mi załatwić MultiSporta?” – sama niejednokrotnie zadałm to pytanie. 🙂

Czym jest MultiSport? To karta, dzięki której możesz zostać Ewą Chodakowską, o ile się ruszysz się z kanapy. MultiSport gwarantuje nielimitowany wstęp na niemalże wszystkie siłownie, baseny, sauny, sztuki walki, tańce i szereg innych zajęć. Jak się okazuje – chcemy ją mieć dopóki jej nie mamy. Właśnie tak. Brak MultiSporta, to najczęstszy argument naszej bierności i lenistwa, bo przecież karnety i pojedyncze wejściówki na poszczególne obiekty sportowe są bardzo drogie, a pracodawca nam nie załatwił kart. Stąd magiczna aura wokół tej karty i śpiew chórów anielskich towarzyszący wypowiadaniu słowa „Mul-ti-Sport”. Wyobraź sobie nielimitowany wstęp do czterech tysięcy trzystu punktów na terenie Polski. Jednak samo posiadanie karty nie sprawi, że na brzuchu wyskoczy nam nagle sześciopak, a pośladki podniosą się do granic możliwości…

Jak zarobić pieniądze na banalnym pomyśle

Ostatnio głośno jest o “książce” autorstwa Keri Smith. Kobieta stworzyła “książkę” pt. “Zniszcz ten dziennik”. Bestseller sprzedany w milionach egzemplarzy. O czym to jest? O niczym.

Cytując opis z lubimyczytac.pl:

Ideą dziennika jest jego kreatywne „zniszczenie”, „pobrudzenie”, „postarzenie” poprzez dowolną, bardzo osobistą, czasem abstrakcyjną, ale zawsze twórczą interpretację zadań zaproponowanych na jego stronach.

Czyli, prosto mówiąc, ludzie kupują za prawie 30 zł “książkę”, która nią nie jest. Wydrukowany zbiór kartek z rozmaitymi poleceniami, które mają uruchomić destrukcyjną kreatywność, pobudzić pomysłowość…

Sorry, nie kupuję tego w ogóle. To jest właśnie sposób na to, jak zarobić na banalnym pomyśle i na głupich ludziach, którzy zapłacą 30 zł za coś, co można dowolnie pobazgrać.

Taniej wyjdzie kupienie notesu w papierniczym, z którym można zrobić TO SAMO. Ale dziwnym trafem – nikt na to nie wpadł!

W Internecie jest pełno, PEŁNO stron o DIY i podobnych. Czy artykuły o tym, jak można zrobić coś samemu i czasami nawet z “niczego” nie są o wiele ciekawsze?

Kreatywność mają pobudzić takie polecenia, jak wylanie kawy na stronę, podarcie strony i inne pierdoły. No brawo. Gratulacje! Autorka zgadła, jak można z ludzi zrobić totalnych idiotów. Dużo osób pisze, że to idealna propozycja dla osób, którym znudziło się czytanie zwykłych książek, szukają sposobów na uwolnienie energii, itd. Człowieku, to weź sobie gazetę i wylej na nią dwa kubki kawy! Podrzyj ją! Pomaluj! Naklej na niej cokolwiek innego! Zrób kolaż! Potrzebny Ci do tego ten szajs za 30 zł?!

Jedno z poleceń to “Stań TU! Wytrzyj nogi i podskakuj” czy jakoś tak.

Serio, muszę po to kupić ten szajs?

To jest po prostu wciskanie ludziom kitu jak stąd do Mongolii. Mówienie im, że to niesamowicie pobudzi ich kreatywność. Ludzie zapieprzą ten dziennik bzdurkami w szybkim tempie, a za jakiś czas go pewnie wypieprzą na śmietnik, bo nie będzie potrzebny. Większą satysfakcję daje zrobienie czegoś fajnego samemu i chwalenie się tym, a nie niszczenie jakiegoś dziennika z idiotycznymi poleceniami.

Ubezpieczenie wypadkowe to nie to samo, co ubezpieczenie na życie

Ludzie, szukając odpowiedniego i najbardziej korzystnej dla siebie polisy, często mylą ubezpieczenie wypadkowe z ubezpieczeniem na życie. Kupno nieodpowiedniego może wiązać się z niewystarczającym jego zakresem lub niekorzystną kwotą ubezpieczenia. Czym więc różnią się te opcje?

W artykule Ubezpieczenie wypadkowe a ubezpieczenie na życie – co je różni? opublikowanym na ubezpieczeniezycia.com.pl znalazłam charakterystykę obu typów ubezpieczeń.

I tak ubezpieczenie wypadkowe to, krótko mówiąc, zadośćuczynienie za uszczerbek na zdrowiu, będący skutkiem nieszczęśliwego wypadku, na który poszkodowany nie miał wpływu. Kwalifikację do wypłaty odszkodowania zwykle stwierdza lekarz, a jego wysokość zależy od stopnia uszkodzenia ciała. Jest to ubezpieczenie dobrowolne.

Natomiast ubezpieczenie na życie ma na celu ochronę rodziny i bliskich ubezpieczonego, która będzie miała zapewnione środki finansowe w przypadku jego śmierci lub niezdolności do samodzielnego życia. Może również, ale nie musi, obejmować ubezpieczenie NNW. Część polis może także pełnić funkcję inwestycyjno-oszczędnościową.

Polskie (pseudo)filmy historyczne

W przeciągu ostatniego roku stworzono kilka filmów nawiązujących do historii Polski, a konkretnie do czasów II wojny światowej. Ma to pewnie związek z okrągłą rocznicą wybuchu Powstania Warszawskiego, który obchodziliśmy po raz 70. O czasach okupacji w ostatnim czasie traktują takie filmy jak Kamienie na szaniecPowstanie warszawskie czy Miasto `44. Wszystkie powstały w 2014 roku, ale to na tym ostatnim chciałam się skupić.

Słyszałam sporo pozytywnych głosów na jego temat. Ubezpieczenia grupowe generali Nic dziwnego, że chciałam zobaczyć na własne oczy film, który zrobił wrażenie na sporej części moich znajomych. Poszłam więc wczoraj do kina z nadzieją, że zobaczę coś rzeczywiście dobrego. Piękną historię o losach młodych ludzi, którzy walczą o życie swoje i swoich bliskich. Nie powinnam w sumie narzekać. Byli młodzi ludzie? Byli. Walczyli o życie? Walczyli. Ale… zawsze jest jakieś ale.

Pierwsze, co chyba każdemu rzuciło się w oczy są efekty specjalne. Łał! Takie efekty w polskim kinie! Problem w tym, że te efekty zupełnie, ale to zupełnie do polskiej produkcji nie pasują. Poza tym, jeśli bawimy sie w urozmaicanie jakichkolwiek filmów efektami specjalnymi, powinny one jednak mieć pewne ograniczenia i wpasowywać się w realia czasów, które film przedstawia. Tymczasem, twórcy Miasta `44 mocno z nimi przesadzili. Każdy wystrzelony przez bohatera pocisk był żółtą świecącą plamką latającą przed oczami widzów. Moim zdaniem nie potrzebne były też tzw. ujęcia slow motion. Zamiast urozmaicić film, wprawiały widza w znudzenie i zniecierpliwienie.

Muzyka. Była bardzo różnorodna. Ale kto w produkcję opowiadającą o czasach wojennych wplata muzykę elektroniczną? Ewidentnie tam nie pasowała. Muzyka powinna oddawać realia epoki i z tej epoki pochodzić. No trudno. Ktoś nie trafił. A może nie trafił tylko w mój gust?

Obsada. Mimo kilku całkiem niezłych i utalentowanych aktorów (głównie młodego pokolenia), poziom gry był nieco zaniżony. Sprawy nie ułatwiały aktorom słabe dialogi. Można powiedzieć tylko ‘zdarza się’.

Cóż, mi film nie przypadł do gustu, mimo zachwalania osób, które wcześniej go widziały na dużym ekranie. Nie pomogło nawet moje zamiłowanie do tematyki czasów okupacji. Filmu nie polecam, natomiast mogę odesłać do innych ciekawych propozycji filmowych przedstawiających ówczesne życie. Do filmów tworzonych nie na szybko (nie oszukujmy się, tak kręcone są filmy robione pod daną rocznicę czy święto), ale tych z pomysłem i bez zbędnych elementów “ulepszających”.

http://ubezpieczeniagrupowe.com.pl/poradniki/kontynuacja-ubezpieczenia-grupowego-po-zwolnieniu-z-pracy

Organizacje studenckie – szansa czy wyzysk?

Żyjemy w społeczeństwie konsumpcyjnym, nastawionym na materialne korzyści. Wydawać by się mogło, że wszyscy, jeśli szukają zajęcia, to raczej takiego, które pozwoli im się utrzymać i żyć na w miarę wysokim poziomie. Istnieją jednak osoby, dla których najważniejsze nie są pieniądze, a satysfakcja czerpana z pracy i działalność na rzecz innych. Jeśli posiadają oni status studenta, mogą znaleźć swoje miejsce chociażby w organizacjach studenckich.

Grupy zrzeszające dziesiątki studentów narawdę działają w Polsce prężnie i oferują interesującą pracę, z którą członkowie tych grup mogę czerpać korzyści, choć niekoniecznie materialne.

Co przyciąga studentów do pracy w organizacji studenckiej? Po pierwsze, w większosci z nich można zrobić praktyki studenckie. Są one mile widziane przez pracowników uczelni. Po drugie, działalnością w organizacji śmiało można pochwalić się w CV. Zwłaszcza, jeśli pełniliśmy konkretne funkcje, jak koordynator czy przewodniczący. Jeszcze jednym argumentem, dla którego młodzi ludzie wstępują w szeregi grup studenckich, są ludzie. Rówieśnicy, którzy podobnie jak “świeżaki” czują głód działania i są otwarci na zawieranie nowych znajomości. Taka działalność to bowiem nie tylko obowiązki, ale i przyjemności, szansa na niezwykłą przygodę i genialne wspomnienia. Poza tym, znajomości zawarte podczas studiów często trwają lata i nie kończą się wcale wraz z obroną pracy magisterskiej.

Organizacje studenckie mają przeróżne programy swojego działania, dlatego każdy chętny z pewnością znajdzie coś dla siebie. Mimo, że za wykonaną pracę nikt nam nie zapłaci gotówką czy przelewem, to zapłata przyjdzie w formie zdobytego doświadczenia i ułatwonego startu na rynku pracy. Zatem czy na pewno każda praca za darmo jest wyzyskiem?

Książka, którą mogę polecić

Dzisiejszy post będzie bardziej skierowany do kobiet. Będzie o książce o kobietach i dla kobiet. Jednak nie znaczy, że mężczyźni nie mogą też do niej sięgnąć. Mi polecił ją właśnie mężczyzna.

Jakiś czas temu postanowiłam sprawdzić co takiego ciekawego może być w książce, o której mówił mi kolega przez jakiś miesiąc. Dopiero, kiedy po nią sięgnęłam to przestał mnie męczyć 🙂 Już mówię o jaki tytuł chodzi: “Grzeczne dziewczynki idą do nieba, niegrzeczne idą tam, gdzie chcą”. Oj tak długi tytuł, ale jakże prawdziwy.

Być może już słyszeliście o tej książce, bo właściwie ciężko o niej nie słyszeć. Piszę o niej, bo mi w pewnym sensie pomogła otworzyć oczy. Zobaczyłam, że sama wplątałam się w niektóre pułapki myślowe i niestety, ale posługiwałam się nimi.

Wiecie co było najgorsze? To, że gdy czytałam tę książkę to myślałam: “kurczę, to o mnie” i tak bardzo chciałam się mylić. Wyniosłam z niej wiele cennych informacji i to prawda, że nie można myśleć o wszystkich wokół a na końcu o sobie. Tak można stać się tylko nieszczęśliwym człowiekiem i nic poza tym.

Ta książka sprzedała się w ok 3 mln egzemplarzy w samych Niemczech. Znam 2 typy kobiet: te, które ją pokochały i te, które uważają że to same bzdury. Z pewnością ta 2 grupa to już niegrzeczne dziewczynki 😉 Te, które maja problemy z samooceną i poczuciem własnej wartości z pewnością polubią tę pozycję.

Oczywiście bycie niegrzeczną wcale nie oznacza takiej, która łamie prawo, pali pije i jest z tego powodu szczęśliwa. Niegrzeczna dziewczynka to taka, która troszczy się najpierw o siebie i o swoje dobro. Pomaga innym, ale nie własnym kosztem.

Ciekawym rozwiązaniem jest grupowe ubezpieczenie na życie , które gwarantuje twoim pracownikom bezpieczeństwo.

Wszystkie grzeczne Panie zachęcam do lektury! 🙂

Ciężki wybór…ach te ubezpieczenia

Jak wiecie ciężko mi obejść temat mojej pracy. Lubię ją i lubię też pisać o niej, a właściwie o swojej wiedzy na temat ubezpieczeń. Być może te rady będą dla kogoś przydatne 🙂

Musicie mi wybaczyć, ale dzisiaj znowu poruszę ten temat. Możecie też podziękować i skorzystać z moich rad 😉 Wybranie ubezpieczenia życiowego wbrew pozorom nie jest rzeczą prostą. Tak, wiem że już o tym mówiłam i pewnie macie wrażenie, że popadam w schizofrenie, ale wiem też, że dużo osób nie wie w ogóle od czego zacząć. Polis ubezpieczeniowych jest tyle, że można się złapać za głowę. Zamiast podjąć przemyślaną decyzję można się zupełnie pogubić.

Chcę Wam polecić kolejną z wyszukiwarek internetowych: jakie-ubezpieczenie-na-zycie-wybrac.pl. Postanowiłam ją przetestować i działa całkiem sprawnie. Na początek na pewno okaże się pomocna.

Powinniśmy zastanowić się przede wszystkim co oczekujemy od naszego ubezpieczenia i pamiętajcie: warto nad tym się dłużej zastanowić. Wybierając coś tylko dlatego, że trzeba sami możemy zrobić sobie krzywdę. Oczywiście wszystko zależy też od naszych możliwości finansowych. Jestem zdania, że jeżeli nie musimy, to nie oszczędzajmy na ubezpieczeniu. Tak jest w przypadku, gdy go naprawdę potrzebujemy. Posiadając odpowiednie środki możemy zadbać nie tylko o siebie, ale również wykupić ubezpieczenie posagowe dla naszego dziecka, ale o tym więcej w kolejnych wpisach 🙂